Następnego dnia Saito z bolącymi plecami robił śniadanie. Nie miał gościnnego futonu, więc spał na kanapie. Podczas wykonywania tej czynności zastanawiał się co Ookawa lubi jeść. Może woli mięso, a może warzywa? Był tak zamyślony, że przez przypadek skaleczył się nożem. W tej samej chwili Ookawa rzucił się od tyłu na Saito. Gdy ten chciał go przywitać uśmiechem, w tym celu się odwracając, został uroczo pocałowany. Jego usta były takie miękkie i delikatne. Chłopiec był bystry i od razu zauważył ranę.
-Saito, co Ci się stało?- zapytał zdumiony Ookawa.-Trzeba to odkazić- przyłożył jego palec do swoich ust.
-Nic mi nie jest- zarumienił się Saito- To tylko draśnięcie
-Draśnięcie jest skazą- odrzekł- Jesteś mi tak drogi, że nie pozwolę, by Twoje dziewicze ciało zostało skażone.
-Ookawa...- rzekł Saito, a jego oczy zabłysnęły.
-No, a teraz usiądź. Ja się zajmę śniadaniem. Na co masz ochotę?
-Mi to jest obojętne. Zrób to, co ty lubisz.
-Yes, my prince- zaśmiał się.
Parę minut później chłopcy zjedli jajecznice z pomidorem i kiełbasowymi ośmiorniczkami. Po krótkim odpoczynku chłopcy postanowili pójść na spacer do parku. Ookawa chciał jak najwięcej wiedzieć na temat Saito. Szli obok fontanny przypatrując się kolorowym drzewom. Ookawa delikatnie złapał Saito za rękę, a ten się zarumienił.
-Heh, buraczek- szepną mu do ucha.
Ookawa zatrzymał się, objął Saito i przysuwał do niego swoje wargi. Nagle coś pękło. Ptaki nie leciały, drzewa nie kiwały się na wietrze, woda w fontannie stanęła. Czas się zatrzymał otoczony czarno-krwistymi barwami, wyjątkiem byli nasi chłopcy. Saito był przerażony, zaś Ookawa zrobił złowrogi wzrok. Chłopiec był zdezorientowany. Nie wiedział, czy bać się obecnej sytuacji, czy wzroku przyjaciela. Saito ujrzał promień jasnego światła i zamknął oczy ze strachu. Po paru sekundach zastanawiał się, co się stało i otworzył oczy. Spanikował. Był 3 metry nad ziemią. Szybko odwrócił wzrok i zobaczył Ookawę. Coś w nim było nie tak. Ookawa posiadał białe, lśniące anielskie skrzydła. Saito nie mógł wydobyć ani słowa. Po chwili anioł odstawił go na ziemie. Ich oczom ukazał się demon, ze szczodrym uśmiechem.
-Znowu się widzimy, Ookawa.
-Sakuma! Ty przeklęty demonie- krzyknął
-Aleś się zrobił pyskaty. Niegrzeczny aniołek.
Demon wystrzelił w Saito kule energii, które niczym strzały przeszyły skrzydła anioła.
-Nie... Ookawa!- krzyknął Saito
Nie mógł ocenić jego dokładnego stanu, gdyż przykryły go jego krwisto czerwone skrzydła. Ledwo utrzymywał się na nogach, ale zdołał resztkami sił przywołać niebiański sztylet Cross Soul i trafić przeciwnika. Demon zniknął, udało się. Niestety nie obeszło się bez ran. Saito zaczął płakać i przytulił się do Ookawy.
-Saito, pobrudzisz się krwią
-Nieważne. Następnym razem mnie nie ratuj. Ochronię Cię.
-Saito, ale...
-Cii...
Saito delikatnie zaczął głaskać anielskie skrzydła Ookawy. Nie założył opatrunku na ranny palec, więc ich krew się wymieszała.
-Teraz w moich żyłach płynie również Twoja krew.
Saito Seiji
ur. 21 kwietnia 1998
18 lat
Ulubiony kolor: Zielony
Student
Krew: 0 Rh +
51,7 kg
1,79 m

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz